Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
pikuty
#11
(04-06-2008, 12:15 PM)CzerwonaSukienka link napisał(a): Z gier dziecinstwa przypominam sobie jeszcze niesmiertelnego "chlopa" i cos co dzis nazwalabym jako "panstwa/miasta":-)
Rysowalo sie duze kolo, dzielilo na tyle czesci ile bylo uczestnikow. Kazdy wybieral sobie panstwo/miasto ktore chcial reprezentowac. Teraz mam luke  ....  i ten kto wygral mogl od osoby przegranej "zabrac" (najczesciej okruchem cegly) kawalek jego pola.  Moze ktos pamieta jakie tam wypowiadalo sie slowa gdy "wywolywalo sie na wojne" inne "panstwo"?
U mnie to się nazywało gra "w państwa". Hasło było takie: "Wywołuuuuję wojnę przeciiiiiwko, piiiiiwko, piiiiiwko.... (i tu padała nazwa państwa, np NRD Tongue ) I się uciekało, a osoba z (przykładowego) NRD jak najszybciej nadeptywała rzucony w jej państwo patyczek. I dalej mam małą lukę, bo nie wiem, na jakiej zasadzie się mierzyło odległość, w każdym razie wykonywało się trzy długie skoki w stronę tego co wywołał, i rzucało się (będąc członkiem przykładowego NRD) w tego kogoś patyczkiem. Jak się wcelowało, można było sobie odkroić z jego państwa kawałek, stojąc na granicach, na sztywnych (Koniecznie!) nogach. I tak dalej...
Aaaaa z tym rzucaniem to było tak, że osoba wywołująca robiła kółko z rąk, a NRD-owiec próbował wrzucić patyczek w to kółko. O!

Jak tak sobie teraz myślę, to dochodzę do wniosku, że to była wojna największych mocarstw świata o... patyczek Tongue
#12
(04-06-2008, 09:31 AM)f link napisał(a): Ja tam się resorakowałam po chodnikach.
Od razu widać kto tu młody, "za moich czasów" po chodnikach się kapslowało, albo rysowało chłopka albo klasy kredą, a resoraki do były tylko dla bogatych w Pewexie Tongue
#13
(04-06-2008, 02:49 PM)zofija link napisał(a): [quote author=f link=topic=308.msg10275#msg10275 date=1207474281]

Ja tam się resorakowałam po chodnikach.
Od razu widać kto tu młody, "za moich czasów" po chodnikach się kapslowało, albo rysowało chłopka albo klasy kredą, a resoraki do były tylko dla bogatych w Pewexie Tongue
[/quote]


W kapsle wlewało się kolorowy wosk,rysowało się trasy i czyj kapsel pokonał pierwszy trasę,ten wygrywał.
Scyzorykiem to my graliśmy podobnie jak Leia(może tych układów było mniej),tylko że my rysowaliśmy grzybka(gra nazywała się właśnie w grzybka) i się w niego celowało,z im większej odległości tym lepiej. Smile
"Nikogo nie obchodzą sińce upadłych aniołów."
#14

u nas to w państwa i miasta grało się patykiem. Rusowało się duę koło i w środku mniejsze (morze). Koła dzieliło się na ilość uczestników. Tekst wypowiadany był jak u Zochy, tylko, ze u nas dodawało się bezsensowne kolory piwka, co by innych wprowadzić błąd i mieć szansę uciec jak najdalej.... "wywołuję przeciwko piwko..białe piwko, zielone piwko, różowe w kropki bordo piwko... i w końcu padała nazwa państwa". Każdy biegł w jakims kierunku byle dalej. Ten którego państwo było wywołane musiał wybrac w kogo będzie rzucał patykiem (kolejna brutalna gra) i miał prawo wykonac trzy skoki w kierunku tej osoby. Potem rzut i jak trafił to z własnego "kraju" stojąc na prostych nogach mógł odrysować tyle ile dał radę i przyłączyc owa ziwmię do swojego kraju. Jeśli nie trafił to ów szczęśliwiec w analogiczny sposób anektował ziemię wywołanego. Wygrywał ten kto zdobył kulę ziemska  Wink

w moich czasach o resorakach można było marzyć.

za to kapsle i owszem. Najlepsze te z wkładka ze skaju.. A że mieszkaliśmy w Radomiu gdzie była fabryka skór to i kolory skaju bywały przecudne. W tej grze rysowaliśmy zakręcone tory i były wyścigi albo w ogóle gralismy kapslami na to kto pierwszy zbije drugiego. Oczywiście wygrany zabierał "wkładkę" czyli ów "drogocenny" skaj  Wink
If a relationship has to be a secret, you shouldn't be in it.
#15
(04-06-2008, 09:31 AM)f link napisał(a): No. muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Wink

Ja tam się resorakowałam po chodnikach.
ALEALE - już wiem, czemu tacy brutalni jesteście. ;>

o nóż było łatwiej niż o resorak  Big Grin

a saletra potasowa jak ładnie się paliła...  ;D
If a relationship has to be a secret, you shouldn't be in it.
#16
Si ZoHa Smile
Pamietam jeszcze  2 rzuty ,rozpoczynajacy z  2 palcow<nie umiem tego opisac>
Pozniejszy z plaskiej reki ostrzem leżącym do siebie-podrzut
Rzut w piach trzymajac za ostrze.

I stopniowanie,z pozycji siedzacej ,klęcząc,stojąc.

ZbijakSmile
W gumę,Pucha.

W pikuty to bym zagralaSmile
#17
Hehe, przypadkiem zawiązał się nam całkiem przyjemny temacik o zabawach z dzieciństwa... Smile
Leia dzięki za dokładniejszy opis zabawy w wojne Tongue
A w "ciupki" graliście? Kamykami, na przykład siedząc na asfalcie podwórkowym, podrzucanie jednego, łapanie w tym czasie kilku, i łapanie tego jednego podrzuconego, a później dalsze "figury"? Jakie ja miałam kostki na rękach pozdzierane od tego zgarniania kamyków...  :o Wink Albo robiące bitki z nadgarstków i ogłuszające "tiki-tiki"? A skakanie na skakance ze specjalnym utrudnieniem zwanym "bulwą rozśmieszaną"? Big Grin
#18
Cytat:Od razu widać kto tu młody, "za moich czasów" po chodnikach się kapslowało, albo rysowało chłopka albo klasy kredą, a resoraki do były tylko dla bogatych w Pewexie

Zośku - dzięki. ;P
A na poważnie naprawdę fajnie Was poczytać, może byśmy się spotkały jakoś w lato i któraś by mnie "przyuczyła", bo muszę przyznać, że mnie zaciekawiło. ;P
[color=gray][size=7]/recoveryourlife
/if looks could really kill, then my profession would be staring...[/size][/color]
#19
Ha!

W pikuty to i ja grywalam - ale nie pamietam juz kompletnie tych wszystkich figur (Leia, Ty to mialas zapisane gdzies, przyznaj sie Tongue); cos mi sie tylko kojarzy, ze wlasnie ze wskazujacego palca sie to-to wyrzucalo - ze mysmy sie wtedy nie pokaleczyli - to zakrawa na cud Wink

Pamietam jeszcze gre w gume, w klasy, w ciupki tez - to najbardziej lubilam. Mnie sie wydaje, ze to jakos od gry kosci sie wzielo, tyle ze po naszemu zmodyfikowane. A nic poobdzieranego nie mialam, poniewaz iz ze.. gwizdnelam ojcu rajdowe rekawiczki (wiecie, takie z dziurkami na kostki i wieksza dziura na srodku) z mieciutkiej skoreczki, ktore sobie przywiozl za ciezkie dewizy z delegacji... Wtedy myslalam, ze po raz pierwszy w zyciu dupsko mi pasem skroja, hyhy..

I jeszcze gralysmy, ale to tylko dziewczyny, w takie skakanie przez pilke: odbijalo sie to o jakakolwiek sciane i trzeba bylo po odbiciu sie pilki od ziemi okrakiem przeskoczyc..(jaki sens to mialo - nie pomne: Tongue).

Z takich dziewczynskich historii.. pamietacie tajemne ogrodki? Bralo sie kawalek szkla (z butelki, szklanki), wykopywalo sie gdzies na uboczu dziure w ziemi i pakowalo jakies kwiatki, papierki kolorowe, guziki, na to dawalo sie to szklo i sie zakopywalo.. Tez nie wiem, po co, ale tak robilysmy Smile

Pozdrawiam
Kat
Panowac nad soba, to najwyzsza władza - Seneka
#20
(04-06-2008, 07:56 PM)Kathi link napisał(a): Z takich dziewczynskich historii.. pamietacie tajemne ogrodki? Bralo sie kawalek szkla (z butelki, szklanki), wykopywalo sie gdzies na uboczu dziure w ziemi i pakowalo jakies kwiatki, papierki kolorowe, guziki, na to dawalo sie to szklo i sie zakopywalo.. Tez nie wiem, po co, ale tak robilysmy Smile

U mnie to się nazywało "widoczki".
Sensu pewnie nie było większego, ale frajda ogromna, jak się następnego dnia (czy nawet po kilku dniach) szukało swojego widoczka Big Grin można też było się tym pochwalić koleżankom Big Grin często "zazdrość" sprawiała, że widoczek ulegał zniszczeniu: zazdrośnica czekała aż się poszło do domu na obiad czy coś i wtedy niszczyła Nasz Skarb Tongue

Ps. za to pikiety i inne ciupki <szok> są mi nie znane  :-\


Pozdrawiam.
"Chcesz rozśmieszyć Pana Boga?
- zaplanuj sobie życie.."
  


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości