•  Wstecz
  • 1
  • ...
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10(current)
  • 11
  • Dalej 
Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Swieto deprechy czyli 1 listopada
#91
A mnie zawsze zastanawiało, dlaczego tak pokornie wykonujemy czynności, które z góry ktoś nam ustala?
Kwiaty – 8 marca, lukrowane serduszka i kolorowe słówka – 14 lutego, znicze – 1 listopada itp.
Czy to nie jest jakieś ogólne zakłamanie?

Osobiście nigdy nie chodzę na cmentarze 1 listopada. Raz, że chadzam tam z własnej potrzeby… „pogadania" z tymi co odeszli, dwa, że potrzebuję ciszy… a nie ciągłego szturchania się z kimś łokciem… trzy… korki przy cmentarzach mnie odstraszają.
"Nie sądziłem, że na świecie jest aż tylu idiotów - dopóki nie zobaczyłem Internetu"
S.Lem
#92
(10-23-2008, 10:24 AM)_KOTKA link napisał(a): A mnie zawsze zastanawiało, dlaczego tak pokornie wykonujemy czynności, które z góry ktoś nam ustala?
Kwiaty – 8 marca, lukrowane serduszka i kolorowe słówka – 14 lutego, znicze – 1 listopada itp.
Czy to nie jest jakieś ogólne zakłamanie?
Święta są dla ludzi, a nie ludzie dla świąt. Ale dla mnie to nie ma nic wspólnego z zakłamaniem. Wszystko zależy od podejścia. Jeśli ktoś przez cały rok pomiata kobietą, nie pamięta o bliskich zmarłych - i raz w roku świętuje bo tak wypada - to jest to jak najbardziej zakłamanie, hipokryzja i co tam jeszcze chcecie. Ale jeśli tak nie jest, to wszystko ok. Można do tego też podchodzic na zasadzie " ta osoba jest mi bliska, kocham / lubię / szanuję ją, to co mi szkodzi dać jej tego dnia kwiatek, jeśli wiem, że to sprawi jej przyjemność?
Często daty świąt są ustalane na pamiątkę jakichś wydarzeń. Często są ustalane umownie, ale przecież głupio by było wymyśleć sobie nagle, że oto Gwiazdka najbardziej by pasowała w październiku...
Ja odwiedzam groby moich bliskich dość często. Ale 1 czy 2 listopada też. Bo to Ich święto przecież...
#93
Zoska ma racje  Wink
jakos  nic mi do glowy nie przychodzi..........moze innym razem :-)
#94
powiem Wam tak.. jeszcze kilka dni temu pisalam posta o strachu..... teraz wiem, ze to miejsce, gdzie lezy teraz moja Mama, jest mi bardzo potrzebne, i to ze moge zapalic tam swiatelko........... przyjsc..... odwiedzic Ja.... i o nie dbac..... i do tej pory.. wydawalo mi sie, ze kwiaty na pogrzebie.. jakas tam trabka.... kolor trumny, ze to bez znaczenia.. teraz, kiedy musialam wybrac to wszystko dla mojej Mamy... chcialam, zeby bylo takie jak lubila..... przestalam to traktowac jak gadzety.... to byly takie ostatnie gesty, ktore byc moze dla kogos obserwujacego z zewnatrz, nic nie znacza i moga sie wydawac na pokaz.... dla mnie bylo bardzo wazne, by te ostatnie rzeczy, ktore robie dla mojej mamy byly najwspanialsze, bo prezentow na urodziny dawac Jej juz nie bede.... poza zniczami i kwiatami...................

i po tym wszystkim wiem jedno, latwo jest byc pewnym swoich sadow i przekonan, kiedy nie dotycza sytuacji, w kroej sie nigdy nie znalezlismy........
#95
(10-26-2008, 06:22 PM)napoleonka link napisał(a): i po tym wszystkim wiem jedno, latwo jest byc pewnym swoich sadow i przekonan, kiedy nie dotycza sytuacji, w kroej sie nigdy nie znalezlismy........

Bo taka jest prawda Napciu..


P.s Przesyłam dużo pozytywnej energii i ciepła. Buziak
#96
Odnośnie tematu: nie tyle czas deprechy, co refleksji i zadumy.
W ten dzień właściwie od samego rana gdzieś pod kopułą kotłują mi się wspomnienia, chwile wspólnie spędzone z tymi, których już nie ma na tym świecie.
To także czas do rozmyślania nad kwestią śmierci. Ile osób zadaje sobie wtedy pytanie: jak jest po tamtej stronie?
Każdy kiedyś odchodzi, nas też to czeka. Kwestia tylko: kiedy i jak...
#97
(10-28-2008, 05:27 PM)Cloud link napisał(a): Odnośnie tematu: nie tyle czas deprechy, co refleksji i zadumy.
W ten dzień właściwie od samego rana gdzieś pod kopułą kotłują mi się wspomnienia, chwile wspólnie spędzone z tymi, których już nie ma na tym świecie.
To także czas do rozmyślania nad kwestią śmierci. Ile osób zadaje sobie wtedy pytanie: jak jest po tamtej stronie?
Każdy kiedyś odchodzi, nas też to czeka. Kwestia tylko: kiedy i jak...


wiesz.. chyba zawsze jest za wczesnie.... przynajmniej w odczuciu tych, ktorzy zostaja........... a jak? przez ostatnie trzy tygodnie bylam swiadkiem kilku smierci.....  kilku reakcji na nie... wejscia na sale szpitalna do osoby, ktora wlasnie przed chwila odeszla....... Mama umierala na moich rekach..... po tym, co widzialam w Jej oczach w tej chwili, powiem Ci, ze chyba najlepiej we snie.............. bez swiadomosci tego momentu.. a jesli juz nie mamy takiej szansy.. to chociaz nie w samotnosci.. niech ktos trzyma nas za reke...........
#98
Smierć to kwestia, przed która nie uciekniemy. Nie da sie jej uniknąć, nie da się jej oszukać. Wie, kiedy ma przyjść i po kogo. Transfer na tamtą stronę, "Boże, zatrzymaj ten świat, ja wysiadam".

Gdzieś, jakoś z grubsza mamy w sobie tę świadomość, że umerzemy, że w każdej chwili może to nastąpić. Kruche psychiczne przygotowanie, ale wciąż obecne w naszym życiu.
Odczucia mamy naprawdę różne, ale nic na to nie poradzimy.
#99
wiesz.. czesto o tym myslalam... jak to jest... trudno mi sobie wyobrazic, ze nie ma nic.... dlatego wierze, ze jest.. tak mi latwiej.. nie wiem do konca, jak jest... ale chce ufac, ze to nie jest koniec ostateczny...... i jak to jest wiedziec, ze sie umrze, powiedzmy za max miesiac..... ktos powie, wykorzystac go do granic mozliwosci.. a jesli lezysz pod jakas aparatura... nie masz mozliwosci wyjsc nawet do toalety, to jak? sa ludzie, ktorzy umieraja i nie potrafia wyopwiedziec zdania, bo brak im na to sily?... nie ma nawet szansy, by sie slownie pozegnac...i sily by przytulic...... co sie wtedy dzieje w ich glowie? chyba ta swiadomosc, ze nic sie juz nie zrobi jest okropna.... myslisz, mam dzieci, wnuki, meza, zone..... i nie podziele sie z nimi oplatkiem w najblizsza wigilie..  syn potrzebuje wsparcia w tym i w tym, corka oczekuje dziecka, a mnei przy niej nie bedzie, co dalej......
A ktoz z nas nie rozmysla od czasu do czasu o smierci? Chyba nie ma takiego czlowieka praktycznie.
Sa ludzie zyjacy pelnia zycia, ale i oni wiedza, ze i ta pelnia kiedys sie skonczy. Dlatego staraja sie wyciagnac z zycia jak najwiecej, poki maja je do swej dyspozycji.
Ja moze nie zyje pelnia zycia (chociaz wiem, ze bym mogl), ale mam swiadomosc, ze z kazda chwila jest go coraz mniej. Wiem, ze smierc moze nadejsc nieoczekiwanie, ze moze skonczyc sie w jednej chwili. I mam tylko jedno zyczenie co do wlasnej smierci: niech bedzie szybka i bezbolesna. Bo nie chce byc obciazeniem dla nikogo, nie chce zyc nie mogac zrobic absolutnie nic i bedac zdanym na laske i pomoc innych.
Moj ojciec teraz jest w takim stanie. Jeszcze niecaly rok temu moglem z nim jakos porozmawiac, chociaz i wtedy kontakt byl z nim juz dosc utrudniony. A teraz sam nic nie zrobi, jezdzi na wozku i jest praktycznie jak warzywo.
Moze nie bede rozwodzic sie nad szczegolami, co mu jest konkretnie, ale chcialem poprzez ten wywod napisac do tego, co juz wczesniej napisalas, a wiec o swiadomosci osob bedacych wlasnie w takim stanie.
Niejednokrotnie zastanawialem sie, patrzac na mojego tate, na ile zdaje on sobie sprawe ze stanu, w jakim sie znajduje, co my przez to czujemy i co przechodzimy. Byc moze zawiera sie w tym to wszystko, co napisalas. Byc moze tylko po czesci zdaje sobie sprawe. Szczerze mowiac: nie mam pojecia.
I wlasnie to jest najgorsze: co dalej..........
  
  •  Wstecz
  • 1
  • ...
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10(current)
  • 11
  • Dalej 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości